.::: Horna Magazine - Magazyn muzyczny Rock & Metal - Numer 10 - www.hornanet.g.pl :::.

.::Redakcyjne::.
Wstęp
Informacje
Redakcja
Prenumerata
Wspólpraca
Bannery
Ogloszenia
Webdesign

 

.::Wywiady::.
Behemoth
Shadows Fall
Crionics
Asgaard
Lost Soul
Enter Chaos
Azarath
Sceptic
Deformed
Sacriversum
Infernal Maze

 


.::News'y::.
Heavy Newzzz
Pagan Records
Dywizja Kot
Hornanet
Horna CD

 

.::Recenzje::.
Recenzje Cd & LP
Recenzje Demo
Recenzje video

 

.::Relacje::.
TEA '02 - Katowice
TEA '02 - Kraków
ParkFest '02
Shadow Trip i inni
Dark Tranquillity

 

.::Artykuly::.
Higienia...
Zarabianie w sieci
Inferno E-Zine
 

 Redakcja

 


 
 

Recenzje CD

 SWEET NOISE - 'Czas ludzi cienia' Cd '2002

Jeśli chodzi o ten zespół to muszę przyznać że kiedy pojawili się na naszej muzycznej scenie, ich muzyka zrobiła na mnie dosyć dobre wrażenie, tym bardziej że zespół ten prawdziwe swoje oblicze umiał pokazać na deskach koncertowych (tu w pamięci nadal mam znakomity koncert jaki dali na Sopot Rock Festival '95 gdzie zaprezentowali się obok m.in Paradise Lost). Z czasem jednak przestałem się interesować dalszymi ich losami - owszem nadal widziałem clipy w telewizji, wywiady, ale jakoś nie korciło mnie do tego by zapoznać się z ich obecnymi muzycznymi dokonaniami. Pretekstem do zapoznania się z najnowszym albumem Sweet Noise zatytułowanym 'Czas ludzi cienia' był niewątpliwie utwór 'Dzisiaj mnie kochasz, jutro nienawidzisz' który zespół nagrał wraz z Anną Marią Jopek, który nie dość że zrobił na mnie wrażenie od strony muzycznej, to i także od samej strony lirycznej. No i po kilku przesłuchaniach tego albumu, muszę przyznać że choć utwór ten jest niewątpliwie najepszym kąskiem jaki znalazł się na tej płycie, to reszta albumu również została przez mnie dosyć pozytywnie odebrana. Muzyka Sweet Noise to nadal muzyka pełna skocznych rytmów, wzbogaconych ostrymi gitarami z charakterystycznym wokalem Glacy, lecz podana na trochę innej tacy. Głównie mam tu na myśli sporą ilością sampli, które kojarzą mi się z tym co prezentuje Rammstein - sporo tu podobnych brzmień zarówno od strony samych sampli jak i niektórych gitarowych zagrywek. Jedynie wokal Glacy idzie w innym kierunku i trochę oddala te porównania. Biorąc pod uwagę całość 'Czas ludzi cienia' trzeba powiedzieć że jest to bardzo ciekawy album, na który na pewno warto zwrócić uwagę. [Aragorn]

ZAKK WYLDE - 'Book Of Shadows' cd '2002

Ostatnio Zakk jest mocno zapracowany graniem razem z Ozzym Osbournem. Jak niektórzy (bardziej wtajemniczeni) wiedzą, Zakk wydaje również albumy swoich dwóch innych kapel, mianowicie Black Label Society i Pride & Glory. Jego solowe projekty jednak różnią się od tego co gra z Osbournem. Niedawno wydana płyta solowa Wylde'a, wydana pod jego właśnie nazwiskiem (nie BLS, ani P&G) zasługuje na wtrącenie kilku słówek. Materiał dosyć różniący się od dotychczasowych wydawnictw. Zdecydowanie spokojniejszy, utrzymany wręcz w klimatach balladowych. Zdecydowanie przeważa gitara akustyczna i sekcje orkiestry. Wszechobecny jest również fortepian. Właściwie mamy tu pewen schemat - zwrotka delikatna na akustyku i refreny przesterowane. Jeżeli ktoś słyszał najnowszy album Osbourne'a (Down To Earth) to zapewne zetknął się z utworem Dreamer, który obecnie namiętnie transmitują stacje muzyczne. Można się pokusić o stwierdzenie, że większość płyty jest utrzymana w takim właśnie klimacie. Zakk oprócz gitarzysty występuje tu w roli wokalisty i idzie mu to całkiem nieźle. Jak dla mnie to przypomina czasem Gadowskiego ze starej Iry. Jak wiemy Wylde uwielbia mieszać style (sięgnij po album Pride & Glory) i świetnie mu to wychodzi. Muszę powiedzieć, że na Book Of Shadows sporo jest z country rocka. He he, brzmi śmiesznie ale tak jest i w żadnym celu nie umniejsza to wartości muzyki, tworzonej przez pana Wylde'a i spółkę. Zresztą sami posłuchajcie bo warto. Moim aboslutnym faworytem jest Sold My Soul. Fantastyczny kawałek, bardzo klimatyczny z gitarką akustyczną, elektryczną i sekcją smyczkową w tle. Ballada rockowa w najlepszym wydaniu ! Oprócz tego na uwagę zasługują Between Heaven And Hell i Road Back Home, chociaż ten ostatni jest nieco "przesłodzony". Nie zapominajcie również o Way Beyond Empty (super klimat !!!), nawet do tańca hehe. Dużo można by pisać o tym albumie bo jest to jeden z tych, który odtworzony po raz kolejny odsłania coraz to nowe elementy. Zajmijmy się więc teraz stroną techniczną. Gitar chyba nie ma co opisywać, bo wiadomo że Wylde jest znakomity. Niby proste a jednak... Większość standardowo oparta na pentatonice bluesowej, no ale to standard u Wylde. Solówki i reszta - wspaniałe, po prostu. Robota studyjna również na wysokim poziomie. Wszystko brzmi i tyle. Naprawdę zachęcam, zwłaszcza tych, którzy chcą czasem odpocząć od klimatów pokroju Morbid Angel czy Deicide, usiąść  wieczorem przy piwku i po prostu zrelaksować się. [Ragnar (Viktor Wiszniewski)]

 DARK FUNERAL - 'Diabolis Interium' cd '2002

Ekstremiści z Dark Funeral zafundowali nam kolejny krążek, który na pewno nie zawiedzie tych, którzy cenią sobie ten zespół. 'Diabolis Interium' to 8 utworów piekielnego Black Metalu nie odbiegającego stylistycznie od tego co słyszeliśmy na poprzednich krążkach. Szybki, wściekły Black metal utrzymany w charakterystycznym już dla tego zespołu stylu - czego więc chcieć więcej? Co jak co, ale akurat w przypadku tego zespołu nie wyobrażam sobie by w ich muzyce kiedykolwiek nastąpiła jakaś znaczna zmiana stylu. Począwszy od niezapomnianej ep'ki 'Open the Gates', kończąc na 'Diabolis Interium' - to nadal ten sam klimat, ta sama muzyka, to same piekło! Myślę więc że fanom tego zespołu tej płyty nie muszę polecać bo ani tak ją już mają, i na pewno nie są zawiedzeni. Jednym słowem - Dark, Dark Funeral - jak to skandowała publiczność parę lat temu na koncercie DF w Warszawie... [Aragorn]

DARK FUNERAL: http://come.to/darkfuneral e-mail: darkfuneral@chello.se

GOETIA - 'Hail Satan' Cd '2002

Tak się dobrze składa, że poczynania tego zespołu slędzę od początku i z zaciekawieniem patrzę na jego rozwój. Rzeczą o której warto wspomnieć na samym początku jest fakt że Goetia z każdym kolejnym materiałem idzie w stronę co raz to bardziej ekstremalnej i agresywnej muzyki. Na początku był Black Metal z dużą dawką starych thrash/death metalowych akcentów, teraz Goetia to już czysty Black Metal pełen agresji i nienawiśći, bez żadnych dodatkowych muzycznych skoków w bok. Cieszy fakt że ten materiał to już w pełni profesjonalny produkt made in Goetia, wydany przez warszawską Apocalypse Productions w formie cd. Od strony muzycznej też wygląda bardzo ciekawie - porządne studyjne brzmienie i prawdziwy Black Metal zagrany na odpowiednio dobrym poziomie. Nie bez znaczenia jest tu fakt że na perkusji zasiadł tu sam Mittlof (ex-Hate) - od tej strony wiadomo więc czego się spodziewać. Goetia na 'Hail Satan' to prawdziwe piekło od strony muzycznej - ekstremalne tempa, agresywne gitary i prawdziwie piekielny wokal, mogący wywołać skojarzenia z Mayhem. Jak więc widzicie Goetia zafudowała nam na prawdę kawał niezłej muzy, która na pewno przypadnie do gustu wszystkim maniakom ekstremalnego Black Metalu. [Aragorn]

GOETIA: P.O.Box 68, 02-588 Warszawa 48, goetia@go2.pl, www.goetia.metal.pl

ARCTURUS - 'The Sham Mirrors'

W końcu! Ile trzeba było czeka? Chyba za długo. Tak to już piąty rok mija od wydania poprzedniczki "The Sham Mirrors" "La Masquerade Infernale". Warto było jednak. Arcturus i tym razem nie zawiódł. Płyta ta jest jak najbardziej dojrzała, bo jakby mogło być inaczej? Hellhammer i Garm...trzeba mówić coś więcej? Chyba nie. Tak więc "The Sham Mirrors" to jak już wspomniałem wspaniała płyta, która jest doskonałą kontynuacją jej poprzedniczki. I tu na chwilę się zatrzymamy, ponieważ czytałem sporo recenzji i właśnie ten brak progresu powoduje bardzo różne reakcje. Od zachwytu, bo w końcu "La Masquerade Infernale" była płytą idącą baaardzo do przodu do nieprzychylnych. Te nieprzychylne były spowodowane w głównej mierze tym, iż po każdej płycie Arcturus oczekuje się pewnego kroku do przodu. Tu jednak muzycy nie zrobili wiele. Dla mnie to wyśmienicie, bo ten klimat mi wspaniale odpowiada. Teraz coś o samych utworach. Na mnie chyba największe wrażenie zrobił "Ad Absurdum". Jest to przykład numeru, który ma ten Arcturusowy klimat znany z"La Masquerade Infernale". Dobrym pomysłem ze strony muzyków był fakt zaproszenia na sesję nagraniową Ishana! Tak...od "Prometheus..." czekałem, aż wychyli swą łepetynę i coś uczyni dla muzyki ekstermalnej. I zrobił, gdyż użyczył swego głosu w jednym numerze: "Redical Cut". Świetny numer...Ishan zrobił z tego numeru strasznego "Emperora":) Jeśli jest w aż tak dobrej formie jak na płycie Arcturus to pojade do Norwegii i nakażę mu żeby reaktywował Emperor i nagrał płyte:) Jednym z utworów, który ostatnio sobie często nucę to "For To Yet Again". Chodzi mi głównie o jego środkową część. Co za klimat! Ludzie! Masakra...chociaż nie jestem fanem muzyki klimatycznej to tym razem robie wyjątek od reguły. Arcturus mnie kupił! Będę bronił tej płyty ze wszystkich sił, bo jest ona tego warta...czyż nie? [Pawel Parcheta]

FEAR FACTORY - 'Concrete Advance 2002 JUST'

I po co ja się brałem za tę płytę? Myślałem sobie, że Fear Factory to taki komercyjny hard core, al cóż...nie wystarczy usłyszeć "Zero Signal" czy "Replica"! Już przy pierwszym numerze sie nieco zdziwiem, bo kolesie jakoś tak inaczej grali:) Były te klawisze i zwolnienia charakterystyczne dla brygady FF, ale coś mi tu grindem zajechało:) I się nei byliłem, bo już drugi numer położył mnie na deski...grind jak cholera! I jakieś te bębny podobne do bębnów znanych mi dobrze z Brutal Truth...! Lepszą jazdę miałem jednak, gdy spostrzegłem ile jest tych numerów...15! Myślałem ze zwątpie...FF zaczęło mnie naprawde zaskakiwać. Wokal też był nieco inny od tego, który znałem z tych  "hitów". Mówiąc juz o wokalach to powiem, że nie znalazłem tu za dużo tych "pięknych" wokali. Burton za to częstuje na spotężną dawką nienawiści zawartą w jego niskim półgrowlu! Co do gitarek to są takie jak na innych płytkac FF, przynajmniej nic w tym kierunku się nie zmieniło. Bas natomiast ma naprawdę mocny, przesterowany wyziew... sam byłem zaskoczony. Po nazwach utworów wyciągnąłem takie moje małe przemyślenia, którymi się jednak nei podzielę...wystarczy tylko zacytować takie nazwy utworów jak: "Big God Raped Souls", "Piss Christ", "Self Immolation". Czyżby jakaś nutka nienawiści? Hmm...może:) Płyta moze się podbać, jednak na mnie nie robi zbyt dużego wrażenia. Nie wiem moze to przez te moje wyrobione zdanie względem FF...a może to nie muza dla mnie? To już musicie ocenić sami czy "łykacie" takie Fear Factory jakie jest na "Concrete Advance 2002 JUST"... Może za mało razy ją słuchałem, a może ta płyta jest taka toporna? Jak już mówiłem: DECYZJA NALEŻY DO WAS:)!!! [Pawel Parcheta]

ACID DRINKERS - 'Acidofilia' CD'2002

No i jest. Czekałem z niecierpliwością na nowy album z obBeozu kwaso-żłopów. Miałem tylko pewne obawy, jakiego typu będzie to materiał. Czy jakieś stare klimaty (Striptease, Are You A Rebel) czy też nowsze i poważniejsze. Zdecydowanie liczyłem na te drugie i nie zawiodłem się. Na oficjalne stronie zespołu (www.acid-drinkers.art.pl) można nawet wyrazić swoją opinię - jaka powinna być nowa płyta. Chłopaki dają czadu. Oczywiście obejść by się nie mogło od standardowych wstawek wręcz komediowych ale jednak całość to spora doza potężnego i ciężkiego metalu. Jeśli ktoś zna Acid to wie, że nic o nich nie wie :)Edmund's  Chodzi o to, że nigdy nie wiadomo jaki będzie ich następny album. Tak było i z tym ale jednak wielu ludzi oczekiwało takiego właśnie materiału (wyjątkiem jest tytułowy kawałek, który jest zupełnie z innej bajki aczkolwiek świetny) ale o tym później. Przjdźmy teraz do tego jak wygląda... Robota studyjna na wysokim poziomie. Czasami na płytach Drinkersów słychać niedoróbki (uwaga - czasem są celowe) ale nie tu. Gitarki dzierżone w rękach Popcorna i Perły wydają niezłe jęki, brzmią bardzo fajnie, ciężko i co ważne - selektywnie. Zdecydowanie mniej tu solówek i popisów (zwłaszcza Popcorna) niż na poprzednich albumach ale to wcale nie umniejsza muzyce - jakoś jest to tak skomponowane, że nie uderza brak tego co mogliśmy podziwiać na np. Infernal Connection. Ślimak (bębny) z płyty na płytę zasuwa jak szlony - połamane rytmy, przejściówki i świetna podwójna stopa, no ale wiadomo jeden z najlepszych polskich perkusistów nie odstający pod żadnym względem od gwiazd światowych. Titus dalej gra i śpiewa swoje. Żadnej wirtuozerii nie ma ale robi dokładnie tyle ile trzeba.

Teraz kilka słów o utworach. Zaraz po intro mamy kawałek Disease Foundation. To jeden z najlepszych i najcięższych. Po drodze jest jeszcze m.in. Pig To Rent, Hydrogen (zwróćcie uwagę na ten kawałek!), Stick Around i zamykający całość wspomniany wcześniej Acidofilia.Ten ostatni to utwór naprawdę znakomity. Trudno go określić gatunkowo, no bo wyobraźcie sobie co to musi być skoro Titus w nim śpiewa!!! Autentycznie, pisząc śpiew nie mam na myśli jego dotychczasowych wyziewów (hehe) ale prawdziwe czyste wokale. Utwór bardzo spokojny (z niezłymi bębnami) ale jednak z takim ostrym pazurkiem. Bardzo ciekawy kompozycyjnie. Stworzony nie tylko dla metalowego ucha. Momentami przypomina (przynajmniej mi) jakąś arabską melodyjkę, momentami to folkowanie połączone z metalem typu Sepultury z, że tak powiem środkowego okresu ich twórczości. Nie bez powodu ten właśnie utwór promował cały album.  Na koniec chciałbym przytoczyć taką anegdotkę. Dobrze wiemy, że sporo zespołów znanych i powszechnie lubianych, nie tylko z grona metalowego potraciło swoje kluczowe postacie. I tak każdy chyba słyszał jak brzmi np. Queen bez Mercurego czy Sepultura bez Cavalery. Niektórym się może dalej podobać ale to już nie to samo. W przypadku Acidów jest zdecydowanie inaczej. Różne są zdania na temat Litzy i jego dziwnych zachowań ale trzeba przyznać - był postacią, która wnosiła bardzo wiele do zespołu. Po jego odejściu zarówno ja jak i reszta zastanawiałem się jak to będzie z Acidami. Czy przypadkiem nie odejdą w zapomnienie? Przecież większość ich muzyki była pisana właśnie przez Litzę. A tu album za albumem tych (obecnie) czterech muzyków raczy nas naprawdę świetnym materiałem. To jest właśnie to... Sporo kapel powinno wziąć z nich przykład, co można osiągnąć nawet po odejściu kogoś tak wpływowego jeśli chodzi o tworzoną muzykę. Naprawdę jestem pełen podziwu. Oby tak dalej... Infernal Connection to mój ulubiony album a Acidofila jest obecnie na drugim miejscu! [Ragnar (Viktor Wiszniewski)]

WATCH ME BURN - 'Promo 2002' Promo Cd'2002

Szok...!!! Tylko to słowo przychodzi mi w tym momencie do głowy kiedy słucham tego materiału! Nie wiem jak nazwać to co gra ten zespół... Ba, nie wiem nawet co myśleć o tej muzyce! Czytając recenzje tego materiału z innych magazynów przewijały się tam w większości takie określenia jak death, grind, crust,... Hmmm, można by się i z tym zgodzić, ale trzeba byłoby tu jeszcze zaznaczyć że ta muzyka strasznie jest pokręcona i sporo w niej innych chorych dźwieków które trudno jest mi nawet skwalifikować. Nie dość tego cały materiał zawiera tylko 3 utwory o łącznym czasie 5 minut, więc tym bardziej trudno cokolwiek więcej napisać o muzyce Watch Me Burn. Na pewno spodoba się tym którzy lubią brutalną mieszankę Grind/Crust a może nawet i Noise. Jako ciekawostkę mogę dodać że na woklalu spotkacie tutaj wokalistkę! [Aragorn]

WATCH ME BURN: P.O.Box 6488, Burbank, CA 91510-6488 USA, www.angelfire.com/mt2/watchmeburb , watchmeburn@angelfire.com

RED HOT CHILI PEPPERS           By The Way

Apetyt rośnie w miarę jedzenia. I tak możnaby powiedzieć o oczekiwaniach jakie były po tej płycie! Najedliście się? Ja raczej nie...to był bardzo marny posiłek. No cóż po wspaniałej płycie "Californication" płyta "By The Way" wygląda miernie. Gdy po raz pierwszy obejrzałem teledysk do utworu tytułowego, promującego płytę strasznie się podekscytowałem! Powiedziałem sobie, że jeżeli płyta ta będzie miała takiego kopa to się zakocham w niej. Moje podniecenie nie trwało długo, ponieważ po wysłuchaniu kilku numerów z całej płyty wara mi opadał do podłogi i zaniemówiłem. "By The Way" to kawałek normalnego rockowego grania jakie się teraz preferuje w telewizji. Smutne, powolne, melancholiczne...ogółem taki troche szybszy i weselszy Myslowitz:) Jest na niej troszeczkę wpływów Meksyku, to dało się odczuć w jednym czy dwóch numerach. Jednym z szybszych, a zarazem lepszych jest Can`t Stop. Napewno ten numer znajdzie się na jakimś singlu, ponieważ przyciąga. Jest on standartowy jak na RHCP, słychać tam chórki jakie daje gitarzysta John. Przypomina mi troszeczke kompozycje z Blood Sugar Sex Magic. Nie mam już chyba słów do tej płyty, ponieważ nic się praktycznie na niej nie dzieje. Pierwszy numer to istny zabijaka, jednak później napięcie stopniowo opada i robi się straszna bryndza. Szkoda, bo spowiedziałem się czegoś bardziej ambitnego i kroku do przodu. To płyta, na której położono chyab większy nacisk na gitarę przez co nie ma tu żadnych ewolucji Fleai! Wielkie szkoda, najlepiej zapomne o tej płycie i schowam ją jak najgłębiej do czasu wydania kolejnej, może bardziej ambitnej. Może panowie z RHCP zrobią sobie w końcu wakacje? Po tej słabej płycie byłyby one wielce oczekiwane! [Pawel Parcheta]

BLOODFEAST - 'Dead but dreaming' Cd' 2002

Słuchałem sobie cd'ka Bloodfeast i w między czasie czytałem sobie ich biografię - ...mikstura Death, Black, Hardcore,... Ok, co do dwóch pierwszych mogę się zgodzić ale co do tego 'Hardcore' to określenie to nie jest tu chyba na miejscu. Nie wiem, może jestem głuchy ale nie słyszę w muzyce Bloodfeast żadnych tego typu wpływów, a poza tym już samo postawienie w jednym rzędzie Black Metalu i Hardcore wydaje się jakąś paranoją! Bloodfeast faktycznie gra miksturę Black/Death metalu a nawet czasami wychodzi poza jego ramy, przechodząc w bardziej thrash metalowe klimaty, nadal jednak wsparte całkiem niezłym growlingiem. Co trzeba przyznać Bloodfeast to na pewno to że nie nudzą na tym materiale - dużo zmian tempa, znakomite partie wokalne (x2), sporo technicznych zagrywek, solówki,... Nie dziwi mnie więc fakt że na koncie mają już wspólne koncerty z takimi potęgami jak Hypocrisy, Pungent Stench czy Krabathor. Jednym słowem - ostra jazda na wystarczająco dobrym poziomie! [Aragorn]

BLOODFEAST: Wolf Rauch, N.E.S. 23, 8530 Deutschlandsberg, Austria, ghandiballecker@jet2web.cc

NOWHRERE - '...Rage after silence!' MCD '2002

O w morde! Gdy z głośników dobiegły do mnie pierwsze dźwięki tego materiału, na ustach miałem tylko jedno słowo - Zajebiste! Nowhere pochodzi z Włoszech i gra muzykę, która na pewno nie trafi w gusta zatwardziałych metalowych ekstremistów, he,he,... Cztery utwory które weszły w skład tego materiału to muzyka będąca połączeniem nowych brzmień - od Hardcore'a, poprzez mocne metalowe partie gitar aż po... dziwne odloty w stylu Reggae, których na szczęście jest tak mało że w sumie trudno je wychwycić ponieważ idealnie komponują się w całość. Główną domeną Nowhere jest bardzo żywe granie, z dużą ilością ciekawych zmian oraz czyste studyjne brzmienie które jest kolejnym atutem tego materiału. '...Rage after silence!' będzie więc niewątpliwym kąskiem dla wszystkich tych którzy cenią sobie twórczość takich zespołów jak Soulfly czy Slipknot, z tą różnicą że muzyka Nowhere wydaje się muzyką jeszcze bardziej ciekawszą głównie poprzez wprowadzenie sporo ciekawych urozmaiceń, melodyjnych wokali etc. A warto zwrócić uwagę na ten zespół, tym bardziej że w naszym kraju jest on praktycznie wogóle nie znany. Z taką muzykę mają szansę na wypłynięcie na głębokie wody, więc wyrywajcie to póki gorące! [Aragorn]

NOWHERE: Davide Beltrame, Via S.Antonino, 108-45017 Loreo, ITALY, info@nowhere-akom.it, www.nowhere-akom.it

AZARATH - 'Deamon Seed'

Czyż ta płyta nie przykówa uwagi? Chyba tak! Jednych irytuje ta płynąca od Azarath nienawiść, bluźniercze teksty i litry wylanej smoły na gitary, innych to natomiast intryguje i determinuje do przesłuchania tej płyty w całości. Mnie to zdeterminowało nie to jednak skład z jakiego zbudowano ten bluźnierczy skład. Mamy tu ludzi z takich kapel jak: BEHEMOTH, DAMNATION, CENOTAPH!!! Czy to nie jest wystarczająca wizytówka? Dla mnie to wystarczy. Co do samej muzyki, która jest zawarta na "Deamon Seed": to bluźnierczy brutal death metal (?), o którym mogę powiedzieć, że robi "piekielne" wrażenie! Sekcja rytmiczna wywiązuje się bezbłędnie ze swoich obowiązków. Są to riffy, a nie żadne popisy typu: klang na basie. Ale chyba w prostocie tkwi to coś! Gitary to piekielne bestie, które niczym wygłodniałe stado psów rzuca się na wszystko co żywe i w jednej chwili zjada do kości (ciekawe:)). O wokalach już nie wspomnę, bo to co wydobywa się z ust wokalisty może przyprawic niejednego metalowca o zawrót głowy. Szatan, Szatan i jeszcze raz Szatan! To jest cały Azarath! Powstali by czcić imię Szatana i robią to nadwyraz dobrze! W sumie to trochę ciężko ich do czegoś przyrównywać, bo ta płyta to straszny zamęt! Porównam ich do twórców klasycznych:) Oczywiście nie można zapomnieć, że Azarath grał na trasie wraz z Vader i Hate. To jest sporo wyróżnienie. Co by nie mówić to Azartah wypadł tam dobrze (tak mi przynajmniej wiadomo). W sumie to mogłoby być na tyle, bo chyba większość z was słyszała tę płytę i ta recenzja pozwoli wam tylko sprawdzić czyjeś odczucia. Jak dla mnie to kawał dobrej szkoły z Pomorza, czekam na więcej. W tym numerze jeszcze wywiadzik z Długim...Enjoy KRUCJATA PRZECIWKO CHRZEŚCIJANOM ROZPOCZEŁA SIĘ...PO KTÓREJ STANIESZ STRONIE? [Pawel Parcheta]

Kontakt: azartah@interia.pl     www.azarath.art.pl

CASTLE PARTY 2002 - 'Dark Independent Festival' Cd'2002

Znakomita płyta! Jeśli miałbym wskazać na płytę która ostatnio najczęściej przewijała się przez mój odtwarzacz, to ta płyta z pewnością zajęła by pierwsze miejsce. Nikomu chyba tłumaczyć nie muszę co znalazło się na tej płycie, bo sam tytuł wszystko chyba już każdemu wytłumaczył. Pragnę jednak zaznaczyć że nagrania które znalazły się na płycie nie są zapisem koncertu Castle Party 2002 a jedynie prezentacją samych zespołów które się na nim pojawiły. Sam nie uważam się za jakiegoś zagorzałego fanatyka gotyckiej muzyki, ale większość zespołów które znalazły się na tym składaku zrobiły na mnie na prawdę duże wrażenie - że wymienię choćby Project Pitchwork, Dance on Glass, Accessory, God's Bow, Clan of Xymox, Somnabul,... nie wspominając już o Closterkeller, Moonlight czy Christ Agony (ten ostatni akurat nieco troche odstaję od całej reszty). Materiał poza tym że zawiera kawał na prawdę wyśmienitej muzyki, to został bardzo ciekawie wydany - książeczka dołączona do płyty zawiera m.in: całą historię na temat festiwalu Castle Party, informacje na temat zespołów etc. Płyta zdecydowanie warta polecenia! [Aragorn]

CASTLE PARTY Prod.: Ul.Żwirki i Wigury 7/7, 59-700 Bolesławiec, castleparty@castleparty.com , www.castleparty.com

ASGAARD - 'XIII Voltum Lunae' Cd '2002

Trzeba przyznać że ten zespół już poprzednią płytą zasłużył sobie na miano jednego z ciekawszych i oryginalniejszych zespołów na naszej scenie - ta płyta jest kolejnym tego potwierdzeniem. Asgaard wyróśł już w sumie na dobre z muzyki od której zaczynał swoją muzyczną przygodę, a mianowicie Doom Metalu. Owszem, ich korzenie nadal tkwią w tej muzyce, ale całość wychodzi zdecydowanie poza ramy tego gatunku. Na tej płycie usłyszeć możemy wpływy Black Metalu (już tego bardziej symfonicznego i eksperymentalnego) a nawet i innych gatunków, sprawnie poukładanych w jedną spójną całość. To co prezentuje na tym materiale Asgaard nazwać można niewątpliwie muzyką dojrzałą, bardzo przemyślaną a także i pełną eksperymentów. Widać zespół nie boi odnajdowania nowych dróg w muzyce, co jak na polską scenę niewątpliwie zasługuję na uznanie. Zespół postawił sobie dosyć wysoką poprzeczkę nagrywając ten materiał i po przesłuchaniu kilka razy z rzędu tego materiału muszę przyznać że z jej pokonaniem nie miał żadnych problemów. [Aragorn]

ASGAARD: Bartłomiej Kostrzewa, Ul.Moniuszki 31a m.6, 49-340 Lewin Brzeski, bartkekostrzewa@poczta.onet.pl, www.asgaard.art.pl

METAL MIND Prod.: distribution1@metalmind.com.pl, www.metalopolis.pl

CORRUPTION - 'Pussy World' Cd '2002

Choć zespół ten znam już dosyć długo, to przyznam szczerze że jakoś nigdy nie przepadałem zbytnio za tym co prezentują od strony muzycznej. Corruption ma już kilka ładnych lat na karku, kilka materiałów i przez te wszystkie lata ich muzyka przeszła znaczną ewolucję. Jeśli ktoś pokusiłby się teraz o porównywanie pierwszych materiałów Corruption z tym co słyszymy na 'Pussy World' to zapewne nie znalazłby żadnych wspólnych cel które łączyłyby te materiały, oczywiście poza nazwą. Co więc możemy znaleźć na 'Pussy World'? Ano na pewno muzykę która więcej ma wspólnego z rockowym graniem, aniżeli samym metalem. Słychać tu echa starego Hard Rocka przeniesionego na obecny grunt, a więc ze sporą ilością nowych wpływów i świeżego grania. Można by tu zaryzykować takie stwierdzenie że to taki Black Sabbath XXI wieku wsparty mocnym uderzeniem. I powiem Wam że całkiem miło się tego słucha, tym bardziej że poza typowo rockowymi partiami, Corruption potrafi pokazać że nadal tkwi w nim jeszcze metalowa energia i przyczadzić z mocnym thrashowym graniem. Takie połączenie sprawdza się tu idealnie i prezentuje Corruption jako zespół, grający muzykę która tryska życiem i energią- i to mi się u chłopaków bardzo podoba. Jak by komuś jeszcze było mało to na koniec otrzyma jeszcze dwie prawdziwe perełki w postaci kowerów Black Sabbath - 'Paranoid' oraz Deep Purple - 'Perfect Strangers' w przepięknych wersjach. Sex, Drink & Rock'N'Roll! [Aragorn]

CORRUPTION: Piotr Wącisz, tel. +48 606492749, corruption@wp.pl

METAL MIND Prod.: distribution1@metalmind.com.pl, www.metalopolis.pl

ENTER CHAOS - 'Dreamworker' Cd '2002

Byłem badzo ciekawy co wyjdzie z tego połączenia, które zostało zasygnalizowane jako super-grupa Enter Chaos. Ale po kolei..., ponieważ warto chyba przedstawić ludzi którzy kryją się pod tą nazwą: Martex (była wokalistka elbląskiego Immemorial), D. (Azarath, wcześniej także Cenotaph), Ozz & B.Low (Demise), Blasphemo (Luna ad noctum), Verymetal (Dar Semai), L.Rambo (Demise , od niedawna także Damnation), oraz Raiden (Aural Planet). Ci którzy z krajową scenę metalową mają do czynienia nie od dziś, doskonale znają więc nazwy zespołów, z których pochodzą muzycy udzielający się w Enter Chaos i wiedzą czego można się od strony muzycznej po nich spodziewać. W każdym bądź razie nie należy się tu spodziewać jakiejś super muzy, która stanie się odkryciem XXi wieku na metalowej scenie, bo nic takiego autorzy 'Dreamworks' nie mieli raczej w planach. Nagrali za to na prawdę konkretny Death Metalowy krążek, który jest połączeniem trzech najważniejszych etapów jakie miały miejsce w muzyce Death Metalowej. Po pierwsze - wpływy starego dobrego klasycznego Death Metalu, mnóstwo szwedzkich akcentów (tu popisali się panowie z Demise którzy nie od dziś wygrywają na swoich instrumentach dźwięki kojarzące się z tą sceną, a jakby komu było mało to na deser mamy jeszcze kower At the gates) oraz trochę świeżego powiewu w postaci lekkich odchyleń od normy a więc lekkich industrialnych naleciałości, których co prawda nie ma tutaj aż tak dużo, ale jak najbardziej w pozytywny sposób wpływają na całość tego albumu. Wszystko to złożone do kupy, daje nam całkiem ciekawy efekt w postaci profesjonalnie (wszakże w składzie sami profesjonaliści) wykonanego Death Metalu. [Aragorn]

ENTER CHAOS: enterchaos@wp.pl, www.enterchaos.metal.pl

METAL MIND Prod.: distribution1@metalmind.com.pl, www.metalopolis.pl

HATEBREED - „Satisfaction is the Death of Desire”

Ten debiutancki krążek hardcore’owców z Connecticut rozszedł się w nakładzie ponad 100 000 egzemplarzy, co jak na scenę niezależną było wynikiem niesamowitym. W ciągu kilku tygodni nikomu nie znany zespół stał się sensacją, zyskując miano najbardziej brutalnej załogi na scenie hc. Fama Hatebreed przeniknęła także poza underground. Zaowocowało to m.in. występami na Ozzfescie. A wszystko to dzięki wydaniu „Satisfaction is the Death of Desire”. Płyta trwa zaledwie 25 minut i 46 sekund. Ale jest to 25 minut potężnego, pełnego furii metalcore’a. Ciężkie, wgniatające w podłogę riffy, zawrotne tempa, typowe dla gatunku zwolnienia, dudniące stopy perkusji i wściekły, zachrypnięty wokal Jamey’a Jasty to elementy rozpoznawcze „Satisfaction is the Death of Desire”. Ktoś powie, że przecież tak wygląda połowa hardcore’owych płyt. Tak zgoda, ale niewielu może się równać z Hatebreed. Począwszy od „Empty Promises” na „Driven By Suffering” kończąc zespół nie pozostawia nam nadziei na odrobinę wytchnienia. Liryki nie są skomplikowane, są za to bardzo szczere, pełne emocji i właśnie przez to łatwo się z nimi utożsamić. Trudno też nie drzeć japy razem z Jastą słuchając tego krążka. Mimo pozornego braku różnorodności muzycznej album absolutnie nie nudzi. Za każdym razem, gdy timer zatrzyma się na liczbie 25.46 odczuwa się chęć ponownego wciśnięcia ‘play’. I aż trudno uwierzyć, że ponoć na żywo są jeszcze lepsi... Jedna z najlepszych hardcore’owych płyt ubiegłego wieku.

PS. Kerry King jest ogromnym zwolennikiem tej kapeli. Nie ma się zresztą, co temu dziwić, ponieważ Slayer byłby dumny z „Satisfaction is the Death of Desire”. [Przemek „Antipop” Nowakowski]

 MARTYR AD – „Human Condition in Twelve Fractions” Cd'2000

Wywodzący się z Minneapolis Martyr AD to spadkobierca tradycji legendy potwornie ciężkiego i wolnego hardcore’a formacji Disembodied. W Martyrze gra bądź grało aż troje członków tego zespołu (Joel Andrew Johnson, Tara Lee Anderson, Justin James Kane). Jednakże Disembodied niestety już nie istnieje a wszystkim fanom tej formacji pozostało zapoznać się z debiutancką płytą Martyr AD pt. „Human Condition in Twelve Fractions”. Dodatkową zachęta było to, że album został wydany przez wytwórnię Ferret, stajnię takich znakomitości jak Skycamefalling, czy Blood Has Been Shed. Muzyka zawarta na „Human Condition in Twelve Fractions” gatunkowo odbiega od grania Disembodied. Martyr AD to bezlitosny, odhumanizowany metalcore, przy czym zdecydowanie więcej słyszymy w nim metalu niż core’a. Mówiąc prosto Martyr to potężny cios w pysk. Pamiętacie okładkę „Vulgar Display of Power”? Nasuwają się skojarzenia z „Demanufacture” Fear Factory, „Destroy. Erase. Improve” Meshuggah, Gorefest, czy „Master Killer” Merauder. Ale jest stanowczo bardziej brutalnie. Szczególnie wokal Fiskettiego przypomina śpiew frontmana Meshuggah. Jedynym zastrzeżeniem może być słabe zróżnicowanie wokaliz, ponieważ Fisketti w zdecydowanej mierze opiera się na growlingu i wrzasku, czasami jedynie sięgając po słowo mówione. Niemniej trzeba pamiętać, że jest to jego pierwszy band. Pełno na „HCITF” nisko strojonych gitar, tnących, rwanych riffów i precyzyjnych, dudniących centralek. Miażdżąca gra instrumentów a przy tym zawrotne tempo całego albumu przetykane licznymi zwolnieniami to znak firmowy Martyra. Jest tu również miejsce na melodię („Seventyfive – Twentyfive”) i częste zmiany rytmu („Castration”). Produkcja jest w głównej mierze nieskazitelnie czysta. Jedynie „Prozac Anecdote” odstaje od reszty z powodu swego brzmienia lo-fi. Cyniczna, nie pozbawiona dozy czarnego humoru ekspresja własnych doświadczeń. Tak można by scharakteryzować warstwę tekstową „HCITF”. Warto ponadto zwrócić uwagę na klimatyczną okładkę autorstwa Jacka Bannona. Ferret jeszcze raz potwierdził swoją markę pokazując światu kolejny rewelacyjny zespół. Wyróżniające się utwory: „Broken Mouth”, „Seventyfive – Twentyfive”, „The Montreal Screwjob”, „Withered Monarch”.

PS. Niedawno Martyr AD podpisał kontrakt z Victory Records. Zgodnie z planami ich następny album ma ukazać się na początku 2003 roku. Pseudometalowe boysbandy powinny już zacząć się bać. [Przemek „Antipop” Nowakowski]

GLASSJAW – „Worship & Tribute”

Dwa lata minęły od wydania debiutanckiego albumu Glassjaw „Everything You Ever Wanted To Know About Silence”. W tym czasie zespół zdążył odbyć wspólne trasy koncertowe z Deftones i Soulfly, zmienić wytwórnię (Roadrunnera zastąpił Warner) oraz przede wszystkim dojrzeć. Ich nowy album zatytułowany „Worship & Tribute” zaczyna się w typowym dla Glassjaw stylu. Zmasowanym gitarowym uderzeniem i krzykiem Daryla Palumbo płynnie przechodzącym w śpiew w refrenie. „Tip Your Bartender” to jeszcze Glassjaw w starym wcieleniu, ale już następny utwór nie pozostawia wątpliwości, że grupa przeszła metamorfozę. „Mu Empire” zaczyna się podwójnymi uderzeniami stóp perkusji i cholernie ciężkim riffem. I kiedy oczekujemy rozdzierającego wrzasku wokalisty spotyka nas niespodzianka. Atak uspokaja się a Palumbo śpiewa. Śpiewa w sposób niezwykle melodyjny. Natomiast instrumenty rysując delikatne dźwięki schodzą na drugi plan. Krzyk znika praktycznie w całości. Pojawia się melodia. W tej konwencji zostajemy prawie przez całą piosenkę z rzadka tylko będąc atakowanymi metalowym wykopem. „Cosmpolitan Bloodloss” tylko potwierdza zmianę. Rozczarowanie? Absolutnie nie, ponieważ to, co proponuje odmienione Glassjaw jest jeszcze lepsze i ciekawsze niż muzyka zawarta na „Everything You Ever Wanted To Know About Silence”. Co prawda Daryl, poza nielicznymi wyjątkami, już nie operuje wrzaskiem, a reszta muzyków zapuszcza się w rejony bliższe At The Drive-In niż Converge to jednak fani nie powinni czuć się zawiedzeni. Widać, że zespół dojrzał, rozszerzył swe horyzonty muzyczne. Palumbo wciąż wokalnie potrafi przejść w ułamku sekundy z jednego nastroju w drugi. Nadal mamy tu sporą dawkę hardcore’owego hałasu, ale obok niego pojawiają się oryginalne perełki takie jak utrzymane w średnim tempie, pełen pogodnego smutku „Ape Dos Mil”, czy nostalgiczna ballada „Must’ve Run All Day” płynnie przechodząca w mocne „Stuck Pig” zakończone żydowską melodią słyszaną jakby w radiu. Album wieńczy fantastyczne „Two Tabs of Mescaline”. Więcej tu spokojnych momentów. Spokojnych, ale nie pozbawionych siły. Wciąż zachwycają pojedynki Becka i Todda, z tym, że teraz gra ich instrumentów powoduje, że płyta jest „pełna” gitarowego zgiełku. To zdecydowanie bardziej zróżnicowany krążek niż „EYEWTKAS”. Na pierwszy plan „Worship & Tribute” wybijają się przede wszystkim nieustanne zmiany tempa i niespokojny śpiew Palumbo. Instrumenty tym razem podporządkowują się wokalowi. Nieliczne są momenty, gdy słyszymy samą tylko pracę gitar, basu i perkusji. Ich gra jednak stała się bardziej skomplikowana. Nie jest to bynajmniej wada. Poprzez zastosowanie takiej konstrukcji utworów, a także dzięki samym muzykom płyta jest, co zresztą od początku charakteryzowało Glassjaw, przepełniona emocją. To już nie jest wyłącznie wściekłość i gorycz. „Worship & Tribute” przedstawia kalejdoskop ludzkich uczuć znajdując w sobie miejsce i na nerwową radość i na nie pozbawiony nadziei smutek. Nie trzeba dodawać, że Daryl w każdy utwór wkłada całe swoje serce i duszę. Zmieniła się także tematyka tekstów, które stały się mniej bezpośrednie. Czasami wręcz sprawiają wrażenie ułożonych bez sensu. Lecz nie dajmy się zwieść. Każdy liryk ma swe, nierzadko ukryte znaczenie. Tematyka „EYEWTKAS” przede wszystkim dotyczyła nieudanych związków Daryla z kobietami. Na nowym wydawnictwie wokalista sięga po tematy bardziej uniwersalne jak choćby problemy codziennego życia. „Worship & Tribute” nie polubi się od razu, ale jeśli macie otwarte umysły oraz dacie tej płycie szansę i posłuchacie jej kilkakrotnie to gwarantuję, że długo nie opuści waszego odtwarzacza, a Glassjaw stanie się jednym z waszych ulubionych zespołów. [Przemek „Antipop” Nowakowski]

VITAL REMAINS - 'Forever Underground'

Mam tę płytę przypadkiem, ponieważ nie wiedziałem za bardzo co to jest Vital Remains, a słyszałem tylko numer tej kapeli wykonywany przez warszawski Gortal! No i tak mam tę płytkę i jestem uśmiechnięty od ucha do ucha, bo "Forever Underground" to prawdziwe piekło!!! Zajebista muzyka, zalatuje mi tu Florydą! Nie wiem skąd oni są, jak nazywają się poszczególni muzycy, ale VR to kapela dla której mam ogromny szacunek! Muzyka to pierwsza kalasa, a ta płyta powinna być biblią dla każdego metala! Są tu tempa i riffy jakie kocham, wokal to nic innego jak hybryda Malevolent Creation i Unleashed (tak mi się wydaje:))! Muza ma kopa, słychać w niej wpływy orientu i wpływy napojów wysokoalkoholowych:) To co mnie początkowo wkurwiało to długość tych numerów, bo 6 numerów mających w sumie 42 minuty? TO ROBI WRAŻENIE! I mój ulubiony z tej płyty "I Am God" prawie 10 minut! Kurde, ale mnie te numery się wogóle nie nudzą:) Co tu mogę jeszcze wyróżnić to chyba klawisze! Klawisze w death metalu, przynajmniej takim jak VR to coś pięknego! Dają klimatu i trochę łagodzą tę nieposkromioną bestię. Co do instrumentów: Gitary to dwie bestie biegnące przed siebie i szukające ofiar! Bardzo fajne rozwiązania, dużo współbrzmień (podobnie jak w Immolation) po prostu coś więcej niż możemy dostać na typowej death metalowej płycie. Co tam jeszcze mamy to gitary akustyczne:) Tak, tak kolejny instrument niepożądany w death metalu:) Jednak solóweczka w I Am God robi wrażenie! Podobnie jak te riffy ala Kaiowas Sepultury! Wielki plus za to panom gitarnikom, że nie biją się:)!!! Basidło męczy nas cały czas swym niskim pomrukiem, nie ma w tej sferze kombinacji, ale bym bardzo chciał usłyszeć trochę dziwactw na gryfie:) Bębny nadają tępa, dużo akcentów i niespodziewanych zmian tęp. To by było podsumowanie, bo ja nie umiem oddać dobrze tak wsapniałej płyty! Czekam na koncert w Polsce! Jakby był to polecam się wybrać i zobaczyć tę bestię w akcji! [Pawel Parcheta]

THY DISEASE - 'Devilish Art Of Creation'

Krakowianie działają już cztery lata na polskiej scenie, a już podpisali kontrakt MMP, nagrali pierwszą płytę, a pod koniec tego roku uraczą nas drugim krążkiem. Zostali także uchonorowani występem przed Vader, Krisun i Decapitated w Syudiu Łęg w Krakowie. Ale nie będę wymieniałich sukcesów, bo jest ich dużo, skoncentruje się na ich debiucie tj: "Devilish Art Of Creation"! Płyta została nagrana pod Krakowem w studiu, którego nazwy nie pamiętam. Jakość jest fajna, miło się słucha płyty. Co do stylu muzycznego to Thy Disease gra pochodną black i death metalu ze wskazaniem na ten pierwszy. Już intro wprowadza nas w piekielny świat rozpusty. I takie jest właśnie Thy Disease. Jeśli ktoś liczy prawdziwego undergroundu to się raczej pomyli, bo to kapela, która gra balck-death, ale ten bliższy powierzchni. Muzyka jest bardzo fajna, dużo ciekawych rozwiązań na klawiszach, gitary i bębny bardzo motoryczne! Wokal...słyszał ktoś Sceptic "Pathetic Being"? Jak słyszał to wie co tu jest:) Jednak tu Seiko jest w swoim żywiole i wokale są bardzo dobre, podobają się i mają tę agresję i powera!Płyta składa się z 12 numerów, czyli ok. 45 minut słuchania. Dość dużo...Teraz powiem może o numerach, które zrobiły na mnie największe wrażenie! Są nimi oczywiście "Cursed" i "Frozen". Ten pierwszy znałem jeszcze z demówki podobnie jak drugi. Jednak w porównaniu z wersjami demo te na płycie są dużo fajniejsze. "Cursed" jest ogólnie lepiej zaaranżowane, przez co jest ciekawsze. Dodano do tego utworu jeszcze fajne klimatyczne intro no i co? Miód w uszach. Co do drugiego to zna go bardzo dużo osób! "Frozen" to cover Madonny, ale zrobiony dobrze! Tu brzmi jeszcze lepiej niż na demie, polecam. Co ciekawe, w muzyce Thy Disease słychać wpływy takich kapel jakl Dimmu Borgir. To moze być dla większości z was bluźnierstwo, ale umiejętne wykorzystanie dobrych stron tej kapeli moze tylko wzbogacić muzykę! To by było na tyle, bo nie można przełożyć tego na komputer co zrobiło Thy Disease na płycie. Powodzenia w słuchaniu! [Pawel Parcheta]

www.thydisease.rockmetal.art.pl   

DECAPITATED - 'Nihility'

To już drugie udeżenie kwartetu z Krosna. Jednak tym razem nie ma tu mowy już o jakiś głębszych wpływach. Ta płyta jest już wyznacznikiem własnego stylu, stylu Decapitated! Tak więc na całość składa się 8 utworów, całość płyty to jakieś 35 minut. To nieźle, jednak w ciągu tych 35 minut zostajemy zalewani natłokiem dźwięków. W porównaniu z "Winds of Creation" jest to płyta wspaniale rozwinięta. Słychać tu mnóstwo złamań, zmian metrum i tempa. To co najpiękniejsze dla ludzkiego ucha. Mówiąc już o samej płycie, czyli o instrumentach w ucho wpada jedno: wspaniałe zagrywki Vogga. To jest płyta Vogga i to właśnie on pokazał na co go stać! Ten jeden z najlepszych gitarzystów w Polsce zrobił arcydzieło. Jest to płyta wybitnie gitarowa, bardzo trudna, jednakże wpadająca bardzo dobrze w ucho. Słuchając tej płyty słychać także wielkie postępy Vitka (perkusista). To co mnie może denerwować to może ta wysoka (chodzi o wysokie brzmienie) stopa, która kojarzy mi się z brzmieniem stopy Docenta. To już zostawiam wam, jeżeli lubicie brzmienie Vadera to super. Co do basu to jestem osobiście negatywnie zaskoczony! Martin ni wspaniałego tu nie pokazał! Oprócz tych bajecznie trudnych riffów nie zaszokował mnie żadną zagrywką klangiem. Wielka szkoda, bo spodziewałem się wiele. Na zakończenie wokal:) No tak tu też są zmiany, jak dla mnie ogromne! Bo Sauron śpiewa teraz o wiele czytelniej i tu pokazał na co go stać. To nie jest już buczenie, które słyszeliśmy na "Winds..." teraz jest to już rasowy  growl. Z jedej strony strasznie świński (www.analstench.metal.pl), a z drugiej strony czytelny i przyjemny dla ucha deathmetalowca. Zagłębiając się w bardziej złożone czynniki tej płyty wystarczy powiedzieć, że płyta powsała w Hertz Studio. Tak! Właśnie tam gdzie powstaje w dzisiejszych czasach 50% polskich płyt death i black metalowych. Może to troszke przesada, ale czy płyty Azartah, Dissenter, Witchmaster, Parricide, Hell-Born czy Trauma źle brzmi? Te produkcje to majstersztyki, dlatego też produkt spod znaku Decapitated nie mógł być gorszy. Koniec pierdolenia o niczym i czas podsumować całość. Tak więc: jest to płyta bardzo spójna, nie mająca słabych punków. Naszczególną uwagę zasługują popisy Vogga. Jeśli nie wiecie od czego zaczać na płycie to polecam "Spheres of Madness"! Dla mnie to taki mały hit. Płyta całościowo zajebista dowodem tego jest trasa po Stanach oraz trasa po starym kontynencie u boku Vader i Krisun! Oby tak dalej... [Pawel Parcheta]

CARVE - 'Stillborn Revelations' Cd '2002

No proszę, kolejny ciekawy produkt made in Sweden... Niestety nie powiem Wam za dużo na temat tego zespołu, ponieważ zanim zdąrzyłem zabrać się do pisania tego materiału, wszelkie informacje na temat Carve zdąrzyły zaginąć w czeluściach piekielnych mojego pokoju. W każdym bądź razie, Scarve to zespół ze Szwecji a materiał który mam okazję recenzować został profesjonalnie wydany na płycie przez brazylijską wytwórnię Black Hole Productions - tyle odnośnie faktów biograficznych. Muzycznie Carve to dość konkretny twór, prezentujący znakomity kawał muzyki, nasiąknięty wpływami klasycznego Death Metalu w wczesnych lat 90-tych - brutalnie, ciężko z lekkim powiewem melodii, tak specyficznej dla starej szwedzkiej sceny - Dismember czy Entombed. Punktem dominującym w muzyce Carve jest jednak brutalne granie i taką muzykę otrzymujemy w głównej mierze na 'Stillborn Revelations', jedynie od czasu do czasu zespół wplata tutaj kilka bardziej melodyjnych akcentów. Całość wypada na prawdę znakomicie i myślę że ta płyta na pewno spodoba się zwolennikom czystego, prawdziwego Death Metalu w krwi i kości! [Aragorn]

CARVE: Rogga Johansson, Slanbarsstigen 8B, 59431 Gamleby, SWEDEN, carvedup@hotmail.com, www.listen.to/carve

BLACK HOLE Prod.: Caixa Postal 1181, Curitiba, PR-80011-970, BRASIL, mail@blackholemag.com, www.blackholemag.com/bhp

NILE - 'In Their Darkened Shrines'

Oof! W końcu! Tylu ludzi już tyle musiało czekać na ten krążek! I doczekali się! Nile nie pozostawił chyba żadnych wątpliwości kto tak naprawdę jest w doskonałej formie! Nie Cannibal Corpse, nie Vader tylko właśnie Nile! Z krążka na krążek coraz lepsi i co zarazem szybsi! Ciekawe jak tak długo będą napierdalać? Bo to co rozbrzmiewa nam na samym początku to po prostu miazga i demoniczna szybkość! A nowy pan pałker to nie człowiek! To maszyna! A kto nie wierzy to uwierzy bo to prawda! Skurwysyn chyab nie wie co to tempo 120:) No nic jak tak lubi te szesnastki i trzydziestkidwójki to jego sprawa! Mnie się osobiście podoba:) Tak...na czym ja skończyłem? Aha...Dallas i Karl dokoptowali maszynę i jeszcze jednego jaskiniowca, aby nagrać nową płytę. "Automat perkusyjny" już chyba przedstawiłem:) Teraz czas na naszego jaskiniowca! Ten koleś wygląda jakby nie wychodził ani przez chwilę z siłowni! On ma ręce grubsze od nóg! Nieważne, bo gardło ma potężne! A na basie też nie gra źle:) Tak więc już po skompletowaniu składu i nagraniu płyty mam ją oto w odtwarzaczu i jej chyba z niego długo nie wyjmę! Mówiłem, że płyta jest bardzo szybka, to fakt niezmienny, jednak panwie z Nile zrobili także kilak kompozycji wolniejszych, które nie są jednak nudne! Ba...powiem że są ciekawsze od tych szybszych! Nie żebym był miłośnikiem jakiegoś gotyka, ale te numery mają swój niepowtarzalny klimat! Jest w nich coś takiego co zmusza do kolejnego przesłuchania. Przykładem takiego numeru jest np: "Sarcophagus"! Naprawdę zajebisty numer...śmierdzi zabalsamowanymi zwłokami na kilometr:) Jednak najlepszym bonusem jaki mi się przydażył słuchając tej płyty jest niejaki: "Unas Slayer of the Gods"! To już wyczyn na miarę Vital Remains! Nie mówię tu o samej muzyce tylko o długości numeru! Trwa on banalne 11:43!!! Niejedna płyta grindowa tyle nie trwa:) Nie trzeba zapominać także o tym, że panowie jak zwykle postarali się o unikatowe brzmienia sarokulturowych instrumentów! W prawie każdym utworze mozemy znaleść jakieś ciekawe brzmienie! To co się rzuca jednak najbardziej w uszy to to, iż nie jest to jakaś płyta odkrywcza! Bo co można jeszcze wykopać w Egipcie:) Żartuje! W porównaniu z "I" i "II" ta płyta nie jest żadnym znaczącym krokiem na przód. Jest ona raczej bardziej dojrzała! Mniej chaotyczna i o wiele bardziej spójna! Całość "In Their Darkened Shrines" to jedna wielka opowieść o dawnej kulturze, która przemianęła i nie wróci już. Żaby nie być skronym to powiem, że amerykanie postarali się i uraczyli nas wspaniałymi 50 minutami wspaniałej muzyki! Teraz przed nimi trasa koncertowa i oczywiście Mystic (pisałem to przed Mysticiem)! Kto był to niech da znać jak rozjebał Nile! Bo nie uwierzę że taka kapela może dać kiedykolwiek pleców mając po swojej stronie TAKI materiał i jeszcze tyle do zrobienia dla muzyki death metalowej... [Pawel Parcheta]

THORN - 'Whenever...' Cd '2002

Pamiętam że jakiś czas temu miałem okazje recenzować jakiś z poprzenich materiałów zespołu Thorn (nie myślić z radomskim zespołem o tej samej nazwie), i po przesłuchaniu 'Whenever...' muszę stwierdzić że zespół zrobił znaczący krok naprzód. Obecnie to co tworzy ten zespół jest już muzyką bardzo dojrzałą, przemyślaną i mocno dopracową pod względem technicznym. Ten ostatni jest właśnie głównym atutem tego zespołu - sporo technicznych smaczków, zmian tempa, ciekawie wykorzystanych partii gitar i samych solówek. Choć nie jest specjalnym fanem takiej odmiany Death Metalu, to przyznać muszę że muzycy Thorn mają główy na karku i na tym materiale pokazali że jest ich stać na wiele. Zupełną ciekawostką może być utwór 'Lost Beauty' w którym zespół już całkowicie odjechał w zupełnie inne obszary muzyczne, kojarzące się nieodparcie ze starym dobrym Doom/Death Metalem połączonym z technicznym Death Metalem. Takich eksperymentów jest tu więcej, więc jeśli też macie głowy na karku to myśle że warto spróbować tego co zwie się 'Whenever...'. A już na pewno dla ostatniego utworu z tego materiału, który stanowi tu nie lada niespodziankę... [Aragorn]

THORN: Peter, Ul.A.Krajowej 3m.36, 09-410 Płock, lochprod@wp.pl, www.thorn.w.pl

MAG Distribution: Ul.Królewska 61, 05-822 Milanówek, magdistribution@wp.pl

CENTURIAN - 'Choronzonic Chaos Gods'

To stara płyta, ale jakże wspaniała. Holendrzy, bo o nich mowa tworząc "Choronzonic Chaos Gods" zrobili wspaniałą rzecz. Co? Stworzyli ultra szybką płytę, poza tym plują na niej w Chrystusa czym się da! Już same tytuły na tej płycie informują nas, że to nie żaden white metal, chrześcijański rock! "Let Jesus Bleed" czy "Blood For Satan" to jede z nich. Całość kopie po mordzie z ogromną siłą! Słowa typu: Satan czy 666 znajdziesz w każdej zwrotce lub refrenie:) Centurian to maszyna do zabijania jeszcze lepsza i skuteczniejsza niż Krisun i Vader razem wzięte! Ci kolesie są opentani i nic ich nie powstrzyma! "Choronzonic Chaos Gods" jest zajebiście spójna. Chłopaczki z Holandii (hehe) nie dadzą wam ani na chwilę odpocząć. Dla tych bardziej ciekawszych powiem, że w tym roku byli w Polsce i zagrali 2 koncerty wraz z YATTERING w Gdańsku i Katowicach! Nie byłem i żałuję, ale licze jeszcze że kiedyś przyjadą! Wracając do płyty to wg mnie największą perełką jest numer zatytułowany: "Hail Caligula"! Całość zaczyna się urywkiem z filmu "Caligula" (polecam ten film:)). Całość numeru jest prosta w budowie, ale niszczy swą szybkością, ciężarem i bezkompromisowością. I taki jest właśnie Centurian! Ciężki w odbiorze, bezkompromisowy i szalony jak cały ten świat! "Choronzonic Chaos Gods" to perełka gatunku (kto chce mieć to niech się ze mną skontaktuje). Polecam każdemu maniakowi death metalu! [Pawel Parcheta]

 CYNIC - 'Focus'

Nie ma właściwych słów, które by opisały tę płytę! "Focus" wydany na początku lat dziwięćdziesiątych to krok milowy w muzyce ekstremalnej. Muzyce ekstremalnej? Hmm...to jest dobre pytanie, bo ta płyta to nie tylko szeroko pojęty techniczny death metal! Można powiedzieć, że ta płyta to wielki eksperyment ekipy ze stanów. Skład, który stworzył tę płytę jest chyba najwybitniejszym jaki tylko mógł być! Mamy tu członków takich kapel jak Death, Spastic Ink., Sadus. Ciekawe co? Hehe...faktycznie jest co słuchać! Muzyka przemyślana, zakręcona, złożnona, a to wszystko dla bardzo wymagającego słuchacza. Zmiany metrum, psychiczne wstawki na czystych gitarach to normalka w muzyce Cynic! Wokal zmodulowany przez jakieś efekty. Brzmi jakby się rozmywał, nadaje charakter szpitala psychiatrycznego. Wrzaski są pzrynajmniej takie jakie możemy usłyszeć na większości płyt technicznego death metalu. Bębny są zajebiste, wiele złamań i zmian tęp! Po prostu miód. Nie ma tu dużo tej sieczki death metalowej, raczej spotkamy tu więcej klimatu. Gitary jak przystało na muzykę techniczną napierdalają z ogromną precyzją, sporo fajnych zagrywek nie tylko na przesterowanych gitarkach. Co do gitar to chłopaki nagrywali też na syntezatorach gitarowych! Ciekawe jak to wygląda? Efekt jest piorunujący! Na koniec zostawiłem sobie bas:) Bas jest masakryczny. Nasz kochany mruczek napierdala na zwyczajnym progowym oraz na fretlessie! Zagrywki na tym albumie stały się podstawą zagrywek na płytach Sceptic, ARS i wielu innych. Słychać wielkie zamiłowanie tą płytą w polskim podziemiu! I dobrze, bo to dzieło sztuki oraz wyznacznik stylu! Kto nie słyszał tej płyty popełnia przestępstwo! Więc jeśli się ktoś was spyta czy słyszeliście "Focus" Cunica, a wy nie słyszeliście to nie przyznawajcie się lepiej do tego! [Pawel Parcheta]

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zobacz najnowsze wiadomości z obozu wytwórni Pagan Records...

Najnowsza, dwupłytowa kompilacja naszego magazynu

Horna Webdesign... projektowanie stron i serwisów internetowych, reklama, ...

 

 



    ..::: Horna Webdesign 2002 - www.hornanet.g.pl Wszelkie prawa zastrzeżone !!! :::.